Polacy swoim największym wrogiem?

10
6763
Źródło: wykop.pl

To, że w naszym kraju nie dzieje się najlepiej tłumaczenia nie wymaga, natomiast kiedy przychodzi do wskazania winowajcy obecnego stanu rzeczy, wtedy zdania są podzielone. Jedni uważają Niemcy za naszego głównego ciemiężyciela, drudzy obarczają winą Żydów, a jeszcze inni traktują Rosję, lub Stany Zjednoczone jako naszego największego wroga. Problemem nie jest to, iż Polacy mają różne opinie, tylko to że nasze odmienne opinie nas dzielą. „Gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania” – jak mawia przysłowie, lecz w obliczu wroga zawsze byliśmy zdolni się zjednoczyć.

Dzisiaj problem polega na tym, że nie potrafimy jednoznacznie określić naszego wroga. Osoba twierdząca, że naszym głównym zagrożeniem jest, na przykład Rosja, spotkawszy kogoś kto myśli podobnie o Ameryce, uzna go za idiotę, bądź nawet za ruskiego agenta. Rzecz jasna w drugą stronę działa to podobnie i koniec końców Polacy, zamiast się zjednoczyć, dzielą się na poszczególne obozy światopoglądowe. Tak długo jak szukanie wrogów będzie dla nas ważniejsze niż wspólna walka o wolną i bogatą Polskę, tak dalej nic w naszym kraju się nie zmieni. Przypominam zasadę „dziel i rządź„, która z pewnością dobrze jest znana wrogom ojczyzny i którą skutecznie wykorzystują przeciw wam po dziś dzień. Zatem może problemem nie jest konkretne państwo, ani konkretny obóz polityczny, tylko my sami?

Przypomnijcie sobie słowa byłego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego „zrobiliśmy laskę Amerykanom”. Przypomnijcie sobie jak niekorzystną umowę gazową między Polską, a Rosją wynegocjował Waldemar Pawlak. Przypomnijcie sobie całokształt działalności, przychylnej Niemcom Platformy Obywatelskiej. To dzięki naszym rządzącym obce państwa osiągnęły korzyści kosztem naszego kraju. Problemem nie jest to któremu państwu ci ludzie służyli, tylko to, że nie służyli oni Polsce, zatem czy wykłócanie się o to gdzie jest nasz wróg, na wschodzie, czy zachodzie ma jakikolwiek sens, kiedy źródło problemów znajduje się wewnątrz naszych granic? Wszyscy wielbiciele Stanów Zjednoczonych, nienawidzący Rosji, oraz zwolennicy Rosji niecierpiący Ameryki powinni pamiętać o dwóch rzeczach. To, że jedna strona jest zła nie czyni automatycznie drugiej strony dobrą, a także państwa poważne kierują się wyłącznie interesami. Wszelkie poczynania wobec Polski, zarówno te dobre, jak i złe z naszego punktu widzenia wynikają z partykularnych interesów państw, które co jakiś czas się zmieniają, gdyż polityka nie jest stała i nieustannie ulega zmianom.

Szukanie wrogów za granicą potrafi doprowadzać do ostrych sporów, jednak to jeszcze nic w porównaniu do napięć, które występują między zwolennikami tak zwanych autorytetów antysystemowych. Ich przyczynami mogą być kwestie ideowe, bądź podejrzenia o bycie oszustem. Zacznę od tego drugiego.

Rozsądnie jest nie ufać nikomu bezgranicznie, lecz nie należy też przesadzać w drugą stronę, dopatrując się współpracy z obcym państwem w każdej wypowiedzi danej osoby, niezgodnej z twoim spojrzeniem na świat. Tak naprawdę jedyny sposób, aby definitywnie przekonać się o intencjach konkretnego lidera, czy środowiska jest poznanie go po owocach jego pracy w sejmie. Innymi słowy trzeba zaryzykować i oddać głos na kogoś spoza skompromitowanego establishmentu politycznego. Niestety część ludzi woli wybierać między Platformą, a PiSem, albo wcale nie głosować, zamiast zaryzykować dopuszczenie kogoś nowego do władzy, w obawie przed jego ewentualną nieuczciwością. Czy w ten sposób Polacy nie utrwalają jedynie władzę starego układu? Czy nasza nadmierna podejrzliwość nie stoi na przeszkodzie zjednoczeniu się i dokonaniu realnych zmian na lepsze? Z pewnością jest ona wykorzystywana przez post-PRL-owski układ do dalszego skłócania nas ze sobą, co widać po niektórych komentarzach w Internecie. Z tym, że czasami zastanawia mnie, czy dany komentarz jest dziełem płatnego trolla, czy też niczego nie świadomego internauty, który pozwolił się spolaryzować w określony sposób?

Czasami jednak na przeszkodzie do zawarcia porozumienia stoją nie podejrzenia wobec drugiej strony, a kwestie ideowe, które niekiedy okazują się w rzeczywistości sporami o zwykłe pierdoły. Załóżmy, że „Grupa A” pragnie zupełnie znieść podatek dochodowy, zaś „Grupa B” uważa to za zbyt drastyczny krok i optuje za jego znacznym obniżeniem. Jednym i drugim chodzi o odciążenie kieszeni podatnika, lecz zamiast pójść na jakiś kompromis i połączyć siły w załatwieniu jakże ważnej dla nas sprawy, to obie grupy wolą oskarżać się wzajemnie o ignorancję w sprawach ekonomii.

Innym przykładem może być spór o dostępie do broni. Grupa A pragnie by broń była dostępna dla każdego obywatela, zaś Grupa B jest bardziej ostrożne i chce jedynie rozszerzyć dostęp do broni, zachowując jednak pewne restrykcje. Czy nie lepiej byłoby, aby Grupa A tymczasowo przystało na propozycję Środowiska B, by po dostaniu się do sejmu wspólnie przepchnąć ustawę o rozszerzeniu dostępu do broni? Lepsze to niż nic, poza tym to wcale nie zamyka Środowisku A możliwości udostępnienia broni wszystkim Polakom, a wręcz przeciwnie – jest to krok naprzód.

Największym powodem nieporozumień jest jednak ogólna wizja naszego kraju. Czy Polska powinna być mniej, albo bardziej katolicka? Lepiej by nacjonalizm był u nas silny, czy raczej umiarkowany? Spójrzmy na to z innej strony, czyli jaka Polska nie powinna być: lewacka, islamska i gender-owa. Sądzę, że w tych kwestiach wszyscy się zgadzamy, zatem nie lepiej przestać się kłócić i wesprzeć się nawzajem w obronie przed chorymi ideologiami.

Odnoszę wrażenie, że część Polaków jest zbytnimi idealistami, pragnącymi od ręki wprowadzić swoją idealną wizję rzeczywistości, nie godząc się przy tym na kompromisy. Tylko czy postępując w ten sposób damy radę cokolwiek osiągnąć? Ja również mam pewne swoje wyobrażenie Polski, tyle że przestałem się łudzić, iż ziści się ona w stu procentach, ani że zostanie zrealizowana w przeciągu roku, czy nawet czterech lat.

Podsumowując, nie zaprzeczam, iż źródłem naszych bolączek są niekompetentne i skorumpowane władze, niemniej czy ich bezkarność nie wynika przypadkiem z naszej bierności oraz toczeniu między sobą niepotrzebnych sporów i zwalczania się nawzajem? Zatem czyżbyśmy sami stanowili dla siebie największą przeszkodę? Lewakom i karierowiczom wszelkiej maści wystarczą pieniądze i pragnienie utrzymania własnych stołków, aby odłożyć swoje spory na bok, natomiast nas, jak na ironię dzielą szczytne idee oraz chęć zmiany na lepsze.

A co wy o tym sądzicie? Chętnie poznam wasze opinie.

========================================================

 

Niniejszy artykuł stanowi twórczość czytelnika. Redakcja w imię pluralizmu i obiektywizmu publikuje treści czytelników niezależnie od tego czy się z nimi zgadza czy nie, a ocenę pozostawia czytającym.

========================================================

10 KOMENTARZE

  1. Łatwo powiedzieć, trudno zrobić. Moim zdaniem główny problem nie polega na tym, że Polacy są kłótliwi tylko na tym, że Polacy są dezinformowani i nie mają forum na którym mogliby swobodnie wymieniać się poglądami. Większość źródeł informacji/mediów jest w zagranicznych rękach i one zwyczajnie nie reprezentują polskiego interesu. Oczywiście jest grupa dociekliwych Polaków, która interesuje się historią, porównuje i weryfikuje informacje i tych jest ciężko zmanipulować. Niestety większość Polaków jest zabiegana w życiu codziennym i nie poświęca wystarczająco dużo czasu na tą dociekliwość lub nawet na tyle ufa mediom, że nie widzi takiej potrzeby, żeby coś weryfikować. Natomiast brak dużego forum, mam tu na myśli niemanipulowane serwisy społecznościowe uniemożliwia komunikowanie się między tymi którzy znają prawdę a tymi którzy jej nie znają. Przykładowo algorytm facebooka działa w ten sposób, że wyświetla ludziom takie informacje które prawdopodobonie spodobają im się i zalajkują co oznacza że zwolennikom PO będą wyświetlać informacje chwalące PO, natomiast zwolennikom PIS będą wyświetlać informację chwalące PIS. Każdy kisi się we własnym sosie i nie ma możliwości poznać argumentów spoza swojej wąskiej grupy adoracji. Dodajmy jeszcze, że największe serwisy społecznościowe sekują wszystkich o poglądach prawicowych, narodowościowców, chrześcijan i promują globalistów, lgbtq..z ,żydów, czarnych, muzułmanów. W takich warunkach trudno się zrozumieć. Tytuł jest bardzo niesprawiedliwy. Ten sam problem mają inne narody. Takie czasy, że media są w rękach miliarderów jak Soros, którzy chcą zniszczyć narody ich własnymi rękami.

    • Nie musisz mi mówić, że „trudno zrobić”. Chciałem zwrócić uwagę nie tyle na kłótliwość Polaków, co na to, że pozwalamy się głupio dzielić, zamiast działać wspólnie. Winne są temu zarówno dezinformacja, jak i nasza kłótliwość. Obce media udające polskie, to także problem, w tym artykule chciałem skupić się na czymś innym, ale zgadzam się z tym co napisałeś. Gdybym miał wymienić wszystkie przyczyny obecnej sytuacji w Polsce, musiałbym napisać książkę. Co do tytułu, to zważ, że na końcu jest znak zapytania, nie stawiam tezy, tylko daję temat do rozważenia.

      • Moim zdaniem każdą grupę da się podzielić jeśli będzie się ją bombardować zmanipulowanymi informacjami i ludzie z tej grupy nie będą mieli możliwości weryfikacji faktów. Polacy na tle innych narodów i tak jakoś sobie z tym radzą. Zobacz jaką wodę z mózgu zrobiono innym europejczykom, że wpuszczają tych islamistów do siebie mimo, że ci ich nienawidzą, gwałcą i mordują. Tytuł mi się nie podoba nawet ze znakiem zapytania bo w głowie mi się nie mieści nawet taka hipotetyczna możliwość, że Polacy mogą być swoim największym wrogiem. Największym wrogiem Polaków jest dezinformacja, manipulacja i brak informacji.

    • Bardzo fajna, trafna uwaga. Myślę, że nie tylko my dajemy sobą manipulować. W innych krajach i społeczeństwach reklamują te same produkty, leki, suplementy diety. Twoim zadaniem jest pracować, zarabiać, brać kredyty, chodzić na wybory, oglądać pierdy w telewizji, żyć w poczuciu pracy na lepsze jutro, że jutro jak kredyt spłatę będzie ok, że jutro lepsze autko kupię to będę ktoś. Dajemy sobą sterować. Budzimy się jako my, Polacy, gdy usłyszymy piosenkę „Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina….”, gdy jakiś polski skoczek będzie skakał dalej niż inni, a nasza kadra pokona Niemcy w jakiś meczu. No ale zawsze przychodzi poniedziałek, trzeba dalej iść zarabiać…. Być bardziejszy od innych.

      Ps. Dobry portal. Dzięki takim wszystkim jak Wy można wznieść się nieco wyżej. Dzięki i pozdrawiam.

  2. Nie, Polacy nie są swoimi największymi wrogami. Hasło „gdzie Polaków 2, tam 3 zdania” zostało ukute po to, aby Polaków utwierdzać w „pedagogice wstydu”, aby Polaków utwierdzić w przekonaniu, że sami się nie potrafią rządzić, że ktoś musi to zrobić za nich. To pedagogika uprawiana przez media typu wyborczak, tvn, etc.. Wiele lat Polacy temu ulegali, ale teraz widzą, jaką głupotą jest tzw. zachód. Widzą, czym są, ile są warci. „gdzie Polaków 2 tam, 3 zdania” to znacy, że Polacy uwielbiają wolność i niezależność. W Polsce nigdy nie było zamordyzmu jak na zachodzie Cuius regio, eius religio (łac. czyja władza tego religia). W Polsce była duża dobrowolność i wolność. Tutaj nawet żydzi mieli swoje sądy! Tak, Polacy mimo tego, że każdy miał swoje zdanie, to potrafili się dogadać, ba potrafili się zorganizować i to formalnie, bo czym, że są sądy jak nie formalizacją tego, na co się ugadaliśmy. Największymi wrogami Polaków są prowakatorzy i Ci, którzy wprowadzają za wszelką cenę podziały. Polacy, nie dajmy się, nie dzieli nas lewa, czy prawa strona. Mamy swoje interesy, mamy polskie obowiązki.

    • Ciekawe jest to co napisałeś. Skoro kiedyś, mimo różnicy zdań potrafiliśmy się zorganizować, to należy zadać pytanie co się w tej kwestii popsuło? Zgadzam się, że pedagogika wstydu, dezinformacja i prowokatorzy mącą Polakom w głowach, natomiast ja chciałem rozważyć, czy problem nie leży w tym, iż dajemy im się zbyt łatwo skłócić? Prowokatorów się nie pozbędziemy, oni zawsze będą, może zatem należałoby rozwiązać problem od „drugiej strony”?

  3. Cóż niestety obecnie ludzie są nastawieni na wszystko albo nic. Odnośnie antysystemowców: wejdziemy sami lub wcale. Kiedyś mocno zastanawiałem się dlaczego nie mogą się połączyć choćby tylko na czas wyborów? Zgadzam się ze stwierdzeniem w artykule, że najczęściej dzielą ich detale, a generalnie dążą w zbieżnym kierunku. Co więc idzie nie tak? To że moje jest mojsze, tzn liderzy ruchów/partii z regóły chcą brylować.

    Coś tak mi z tyłu głowy, że przed ostatnimi wyborami „łączenie” miało się odbywać jako swoiste przejście pod czyjś sztandar, na co przystać nie chcieli liderzy. Rozważałem czy możliwe jest porozumienie samych liderów – według mnie nie bo mam wrażenie, że widzą to jako zaproszenie reszty na swoją listę i tu już mamy kłótnie: do kogo i dlaczego właśnie tam, skoro u mnie lepiej.

    To może aby nie było tego problemu to może znaleźć no-nameowego koordynatora, który ustaliłby i spisał zasady porozumienia, wypracował wraz z ugrupowaniami ogólnie z czym to porozumienie idzie w świat(m. in. obietnice wyborcze) a także pilował przestrzegania tego i mediowałby konflikty. moim zdaniem też by nie wyszło, bo czemu ktoś taki jak lider ma poważać jakiegoś no-name? zaznaczam tu że w mniemaniu niektórych ich rola jest tak ważna, że ich nazwisko (lub herb) musiały znaleźć się w nazwie stowarzyszenia.

    Ewentualnie znalazłby się autorytet, który miałby zostać takim koordynatorem? Ale koga zaakceptowaliby wszyscy?

    Tak więc nie widzę możliwości współpracy ugrupowań anty systemowych w wyborach z powodu obecnych liderów, którzy nie chcą dopuścić myśli o kompromisie, ani zrezygnować z własnego ego. Mam tylko nadzieję, że fakt iż stowarzyszenie Kukiz dostało się do parlamentu pokazało iż nie dzieląc głosów na wiele list można osiągnąć sukces, a to zachęci ludzi tych „na dole” do zorganizowania wspólnej listy wyborczej pomimo i ponad liderami ich ruchów.

    Ale, czy to nie brzmi jeszcze bardziej niewiarygodnie…

    • Jeśli chodzi o antysystemowców Korwin, Kowalski, Bosak to oni największych konkurentów widzą nie po lewej stronie sceny politycznej tylko po prawej. Brak im wiary, że mogliby odebrać głosy nowoczesnej i wolą walczyć o elektorat Kukiz’15. Nadzieją dla mnie są Kukiz i Braun dlatego bo oni obaj starają się łączyć, wykazali się dużą odpornością na medialne manipulacje i dotrzymują słowa.

      • Dlatego mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto połączy ludzi, nie liderów. Panowie Braun i Kukiz razem mogą być takimi osobami, ale niech nie popełnią błędu już w samej nazwie. Niech to nie będzie nic związanego z religią czy nazwiskiem. Jakbym miał coś zaproponować to choćby JOW, Realna prawica, Antysystemowcy…

        Choć może lepiej nie mieć w nazwie nic z anty?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here