Obywatelstwo za darmo? – felieton

0
281
Źródło: pixelio.de, autor: Gerd Altmann

Pierwsze przemyślenia na temat praw do obywatelstwa podjąłem w czasie kiedy Wielka Brytania poprzez referendum postanowiła wyjść z UE, jednak szybko zrozumiałem, że w burzliwych i niestabilnych czasach, w którym przyszło nam żyć, przemyślenia te powinny być zdecydowanie bardziej globalne, ponieważ większość z nas zna kogoś, kto prowadzi żywot poza granicami RP.

Obywatelstwo to słowo znane wszystkim, osobiście nie znam nikogo, kto jest bezpaństwowcem, chociaż według danych TVN24 z roku 2014 było ich w Polsce ok. 10 tysięcy,
co stanowi tak naprawdę mały odsetek ludzi zamieszkujących nasz kraj. Obywatelstwo to słowo znane wszystkim jednak nie odważyłem się napisać tego tekstu, nie sprawdzając Wikipedii, która tylko uświadczyła mnie w przekonaniu, że obywatel to osoba fizyczna powiązana z danym państwem więzią prawną, z której wynika, że mamy pewne prawa określone ustawowo, o których wszyscy chętnie mówimy, gdy coś nam się należy, ale mamy też OBOWIĄZKI, której tak naprawdę według polskiego prawodawstwa całkowicie są odcięte od Polaków, którzy mieszkają za granicą, ponieważ nie posiadamy obowiązkowej służby wojskowej, a podatki płacimy w kraju zamieszkania. Dobrze, że Polskie sądy mają, chociaż prawo domagać się wezwania ludzi w charakterze świadka lub osoby oskarżonej i to tyle, co udało mi się ustalić o obowiązkach Polaków żyjących za granicą.

Moje rozważania jak na początku wspominałem rozpoczęły się od brexitu, nie bez powodu, ponieważ w Wielkiej Brytanii żyje aż 916 tysięcy Polaków, z czego 108 tysięcy to dzieci urodzone na obczyźnie. Nikt do końca nie wie (podejrzewam, że w tej liczbie rząd Teresy May) co stanie się z imigrantami, bo warto pamiętać, że była to jedna z głównych przyczyn niechęci Wysp do UE. Jeżeli nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie, możemy założyć, że brzmi ona się zobaczy”. Co będzie w pesymistycznej opcji, kiedy prawie milion ludzi będzie zmuszonych wrócić do Polski, chociażby na jakiś okres, dopóki nie znajdą pracy w jakimś innym państwie?
Naprawdę będziemy musieli wziąć do PUP’ów wszystkich legalnie pracujących przez dany okres w Anglii Polaków a ich dzieci tym samym pod nowo powstały projektem 500+? Czy może już nie bo Wielka Brytania nie będzie członkiem UE i zasady się zmienią?
A może, żeby zoptymalizować swoje koszta socjalne, najpierw wyrzuci się imigrantów, a potem wyjdzie z UE z prawami, które nie zostały nigdzie dokładnie opisane (a przynajmniej ni udało mi się do nich dotrzeć) i będzie to tylko interpretacja pewnego powołanego w zainteresowanym kraju grona prawniczego?
Jak to zazwyczaj bywa, pytań jest dużo a odpowiedzi mało. Niemniej jeśli wyobrazimy sobie, że nagle 808 tysięcy Polaków, zapiszę się na bezrobocie po wypłaty zasiłków (co z automatu zaliczałoby każde ze 108 tysięcy dzieci do 500+, co dawałoby na same dzieci 54 miliony miesięcznie), to łatwo sobie uzmysłowić, że obciążenie dla budżetu Polski byłoby ogromne. Oczywiście sytuacja, w której wszyscy postąpiliby tak samo i spełnialiby warunki uprawniające ich do pobierania świadczeń, jest fizycznie niemożliwa, natomiast (przynajmniej mi) daje do myślenia.
I tu pojawia się kolejne pytanie — czy będzie nasz naród na to po prostu stać?
Osobiście uważam, że TAK, chociaż nie jestem wszech panującym nam obecnie ministrem finansów Morawieckim i ciężko jest mi dogłębnie ten temat analizować, ale myślę, że ma on w swoich szeregach dobrze opłacanych ludzi, którzy biorą takie długoterminowe sprawy pod uwagę i nie publikują swoich kalkulacji na ten temat tylko i wyłącznie dlatego, że bieżąca sytuacja tego nie wymaga. Mam tylko nadzieję, że nie będziemy tego musieli sprawdzać, bo rzeczywistość może okazać się szara.

Nie każdemu podoba się życie w Polsce i jest to całkowicie zrozumiałe, szczególnie gdy chce się zrobić coś więcej niż praca na etacie i picie piwa do reklam w mainstreamowych telewizjach. Jest szereg zalet życia w zachodnich państwach Unii, które jednak sprowadzają się głównie do pieniędzy. Natomiast każdy z myślą na stałe wyprowadził się z pewnych powodów. Jeżeli ktoś wyprowadził się nie ze względu na swoje finanse to znaczy, że przeszkadzają mu albo Polacy, albo Polska kultura, albo chociażby zbyt szeleszczący język i wtedy ma prawo ubiegać się o odebranie mu polskiego obywatelstwa (jedyna możliwość przejścia z bycia polakiem na apatrydację). Natomiast (i tu przejdę do meritum) czy Polak, który ze względów ekonomicznych wyjechał, nie powinien mieć obowiązku brania udziału w wyborach np. do parlamentu?
Czy na prawdę stawienie się i oddanie, chociażby nieważnego głosu (bo tak robią też ludzie żyjący w Polsce 3 razy na 5 lat) to dużo, jak na przywilej (bo tak traktuje obywatelstwo polskie)?
Czy życie 10 lat za granicą i całkowite odcięcie się od życia publiczno-politycznego w Polsce nie jest oznaką, że po prostu przestało cię to interesować i to nie Twoja bajka, a jeżeli tak to dlaczego możesz w każdej chwili wrócić do tej bajki i czerpać z niej wymierne korzyści?
Oczywiście wybory są tajne, chodzi tylko o odnotowanie faktu, że ktoś poświęcił swój czas liczony w funtach na polską sprawę.
Naszły mnie myśli czy coś takiego w ogóle byłoby realne w praktyce i wtedy przypomniałem sobie błogie lata szkolne, gdy miałem 18 lat i nie stawiłem się na WKU (kompletny archaizm i strata funduszy), nie pamiętam, czym mi wtedy grozili, ale wstawiłem się w najbliższym terminie. Mój rocznik liczył według statystyk GUS ponad 481 tysięcy osób, czyli ponad połowa dorosłych Polaków z prawem do głosowania żyjących na wyspach Brytyjskich. Jeżeli rok w rok są w stanie przeprowadzić operacje bardziej skomplikowaną niż rejestr osób pracujących w Anglii i głosujących w wyborach to śmiem twierdzić, że byłoby to może nie małe przedsięwzięcie, ale realne, nie mówiąc już o korzyściach płynących z WKU a korzyściach z aktywizacji polskich emigrantów za granicą, którym może w końcu by się przypomniało, że chociaż troszeczkę chcą być polakami pod groźbą utraty obywatelstwa za regularne nieuczęszczanie na wybory bez przyczyny. I może zobrazowaliby sobie, że nie są tacy ważni, kochani i niezbędni Anglikom. Przez ostatnie lata to poczucie łechce szczególnie prawa strona, która w odniesieniu do imigrantów muzułmańskich opowiada, jaka to wspaniała fala wykształconych młodych ludzi, wyjeżdża pracować na wyspy, całkowicie pomijając fakt, że śmieciowe humanistyczne sponsorowane przez państwo i niewiele znaczące nawet w Polsce wykształcenie za granicą znaczy dużo mniej niż niewiele. Oczywiście tym stwierdzeniem nie chce urazić fachowców, którzy pracują za granicą nie tylko dlatego, że tubylcy za takie pieniądze, takiej pracy po prostu by się nie chwycił.

Na zabiegi, o których piszę, aktualnie nie ma furtki prawnej, ponieważ powszechna deklaracja praw człowieka w artykule 15 głosi: […] 2. Nie wolno nikogo pozbawiać samowolnie obywatelstwa ani nikomu odmawiać prawa do zmiany obywatelstwa. Oczywiście nikt samowolnie nie chce odbierać nikomu praw do obywatelstwa polskiego, ale Polacy za granicą mają możliwość korzystania z polskiego konsulu, mają prawo do zasiłków socjalnych nawet po czasie przepracowanym w Anglii, mówiąc po ludzku, jak podwinie im się noga, mają gdzie wrócić. Czy obowiązek uczestnictwa w wyborach raz na kilka lat to zbyt duża przeciwwaga?
Polskie prawo w obecnej formie też nie dopuszcza takiej opcji, ponieważ art. 34 ust. 2 Konstytucji RP brzmi następująco
„Obywatel polski nie może utracić obywatelstwa polskiego, chyba że sam się go zrzeknie”. Jak wiadomo zmiana konstytucji w Polsce to ciężki temat, który nie zostanie w moim odczuciu ruszony przez wiele następnych lat, szczególnie jeśli polska emigracja nie przyłoży do tego ręki, bo warto zwrócić uwagę na to, że PSL w ostatnich wyborach nie zdobył nawet liczby głosów (722999) równej liczbie emigrantów polskich żyjących w samej Anglii. Jak widać ze strony prawnej temat ciężki jakkolwiek do ruszenia, ale nie napisałem tego tekstu, by szkalować polską emigrację, bo nie czuje się do tego moralnie uprawniony. Każdy czasami ma ochotę wyjechać stąd raz na zawsze, po prostu niektórzy to robią, nie uważam też, żeby na przestrzeni kilkunastu lat coś prawnie mogło się w tym temacie zmienić i nie inicjuje też żadnego ruchu w tę stronę. Chciałbym tylko skłonić do refleksji czy bycie obywatelem nie tylko RP to jeszcze jakiś przywilej, czy tylko koło ratunkowe, którego będzie można się chwycić, gdy coś pójdzie nie tak. Koło ratunkowe, które zawsze będzie czekać i dryfować w morzu polsko-europejsko-zachodnio-kulturowych praw. To mój pierwszy felieton z góry dzięki za wyrozumiałość.

Źródła:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Apatryda
https://pl.wikipedia.org/wiki/Obywatelstwo
https://www.wprost.pl/523773/PKW-podala-oficjalne-wyniki-wyborow-PiS-zdobyl-376-proc-PSL-jednak-w-Sejmie
http://www.mpips.gov.pl/koordynacja-systemow-zabezpieczenia-spolecznego/unia-europejska/najczesciej-zadawane-pytania/https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/niewidzialni-kim-sa-bezpanstwowcy-i-dlaczego-polska-ich-nie-uznaje,472224.html

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here