Czy Polska jest bezpieczna od dyktatury poprawności politycznej?

6
2176

Uniwersytety, kampusy i środowiska akademickie to jednoznacznie kojarzące się z wolnością słowa miejsca. Swobodny, nieograniczony przepływ informacji i idei wydaje się czymś niezbędnym do prawdziwego rozwoju nauki. Zwłaszcza gdy rozważamy stan humanistycznych, często upolitycznionych dziedzin wrażliwych na światopogląd badaczy. Są one szczególnie wrażliwe na fenomen tak często określany mianem poprawności politycznej. Coraz częstsze zamieszki na kampusie Uniwersytetu Berkeley w Stanach Zjednoczonych, zamykanie dostępu do akademickiej braci dla osób posiadających bardziej konserwatywne poglądy – takich jak prof. Jordan B Peterson – pokazują, że często kojarzony w Polsce z wolnością zachód jest zdecydowanie bliżej upadku, niż nam się wydaje.

Ograniczenie dostępu do wolnych, zewnętrznych głosów niezwiązanych z samym uniwersytetem to tylko jedna strona medalu. Drugą jest systematyczna zmiana programu nauczania, tworzenie nowych kierunków studiów będących tak naprawdę tubą propagandową i powolne zastępowanie kadry dydaktycznej osobami o nastawieniu liberalnym. Jordan Peterson w jednym ze swoich wywiadów wspomina o tym, że stosunek republikanów do demokratów na Amerykańskich Uniwersytetach to zastraszające 1:30. Doprowadzenie do tego typu sytuacji musi w pewnej mierze wynikać z funkcjonującego tam systemu.

Jak wygląda sytuacja w Polsce?

Sytuacja w Polsce jest nieco lepsza – w sporej części ośrodków akademickich istnieje wolny przepływ informacji. Zdarzają się promotorzy, którzy nie mają nic przeciwko prowadzeniu prac, które nie zgadzają się z ich osobistymi poglądami, jednak posiadają odpowiednią warstwę merytoryczną i odnoszą się do sprawdzonych teorii. Wykładowcy czasem nie zachowają bezstronności i skomentują te czy inne wydarzenia w zgodny z ich poglądami sposób. To, że ich słowa częściej wskazują na pewną konkretną stronę, nie jest czymś tak złym, jak mogłoby się wydawać. Przynajmniej, póki dydaktycy nie zaczną potępiać konkretnych idei czy opcji politycznych, otwarcie stając w debacie za konkretną stroną. Wystarczy spojrzeć na niemalże uniwersalne potępienie prezydentury Donalda Trumpa.

Idealnym przykładem kierunków będących tubami propagandowymi są pojawiające się już w Polsce Gender Studies (UW, UJ, UAM). Często powielają one utarte schematy, kultywując teorie podkreślające uprzywilejowane pewnych grup kosztem innych. Większość kierunków humanistycznych powoli zmienia się w ośrodki tworzące nie samodzielnych, krytycznych myślicieli, a aktywistów o konkretnym zestawie przekonań. Nic więc dziwnego, że miejsca kojarzące się niegdyś ze szczytem intelektualnej swobody i rozwoju nauki, takie jak Harvard, zaczynają ukazywać tego skutki.

Demokracja często jest komicznie przedstawiania jako tyrania większości. W praktyce jednak obecne systemy w ten czy inny sposób bronią mniejszości. Czynią tym samym opowieści o dwóch wrogo nastawionych jegomościach, którzy z wykorzystaniem głosowania zmuszają trzeciego do oddania im tabletu, telefonu czy portfela, pokazują tylko wyolbrzymione zagrożenia władzy ludu. To zapewnienie bezpieczeństwa powoli przerodziło się z czegoś szlachetnego do wykrzywionego obrazu samego siebie. Przez najróżniejsze ruchy, które nie tyle chcą badać inne społeczeństwa, ile często gloryfikują je, uzasadniają zdarzenia, które nie powinny mieć miejsca jako „różnice kulturowe”. Doprowadzamy tym samym do sytuacji, w której demokracja zamienia się w tyranię mniejszości. Wszystko zaczyna się na uniwersytetach. Idealnym wręcz przykładem jest wspomniany wcześniej Harvard, który w tym roku zdecydował się na dodatkową, osobną ceremonię wręczenia dyplomów dla czarnoskórych absolwentów. Ta uroczystość dołączyła tym samym do odbywającej się od trzech lat wersji przeznaczonej dla Latynosów, czy proponowanej w tym roku „Lawendowej” – dla studentów LGBTQ.

Niestety rozwiązanie tego rosnącego problemu jest niesamowicie skomplikowanym problemem. Obecnie najbardziej oczywistym jest wykorzystaniem pragnień młodych ludzi, którzy coraz chętniej spoglądają w stronę osobistości chcących sprzedać nie kolejne prawa – lecz często pomijaną w procesie wychowania odpowiedzialność. Za swoje czyny, za swoje słowa, za samego siebie i za swój sukces. Niestety tego typu retoryka nigdy nie była stworzona dla polityki. Ciężkie słowa trafiają do pojedynczych jednostek, których ilość może powoli rosnąć. Zupełnie inaczej niż niesamowicie skuteczne oferowanie szarej masie najróżniejszych praw czy przywilejów. Powrót do retoryki, która wierzy w obywatela i w jego możliwości, zamiast traktować go jako dziecko potrzebujące nieustannej opieki. Nieznaczne zmiany w dłuższym okresie zmuszą uniwersytety do oferowania faktycznego wykształcenia, nie zaś studiów będących tworzeniem identycznych absolwentów.

========================================================

Niniejszy materiał stanowi twórczość czytelnika. Redakcja w imię pluralizmu i obiektywizmu publikuje treści czytelników niezależnie od tego czy się z nimi zgadza czy nie, a ocenę pozostawia czytającym.

========================================================

6 KOMENTARZE

  1. O tak żeby znaleźć Jordana Petersona trzeba szukać odpowiedzialności. Coś co ludzie w dzisiejszych czasach omijają nie szerokim łukiem, a obwodnicą.

  2. Polska wcale nie jest bezpiueczna od poprawności politycznej. Może u nas nie jest tak źle jak w zachodniej Europie, gdzie za nieprzychylny imigrantom komentarz w internecie pakują cię do aresztu, ale cenzura jak najbardziej intnieje. Dowodem są banowanie, czy wyłączanie monetyzacji na filmach YT, o „niepożądanej treści”. Z facebookiem jest podobna sprawa, co chwila na polskiej wikipedii modyfikowane są artykuły… Z ludzi, którzy publicznie wyrażają się przeciwko muzułmanom, żydom, gejom, ukraińcom robi się wariatów i ksenofobów, a w ekstremalnych przypadkach ciąga po sądach. Przypominam co się stało z panem Rybakiem, który dopuścił się spalenia kukły pewnego finansowego oszusta pochodzenia „chronionego”.

  3. Może ja i żyję w jakiejś bańce informacyjnej, w której pewne rzeczy oczywiste dla mnie nie są takie dla większości, ale trudno mi sobie wyobrazić, by KTOKOLWIEK jeszcze utożsamiał Zachód z JAKĄKOLWIEK wolnością… zwłaszcza wolnością słowa. Rzeczywiście było tak przez cały okres PRL, w latach 90 i częściowo jeszcze w XXI wieku, ale po kryzysie migracyjnym chyba trudno jeszcze mieć złudzenia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here