Śmigłowce dla polskiej armii – TOTALNY IMPAS

2
2152
Śmigłowiec H225M Caracal, Fot. Armée de l'air/Facebook, Defence24.pl

Od pięciu lat polska armia bezskutecznie stara się pozyskać nowe śmigłowce wielozadaniowe. Niniejszy artykuł przedstawia historię owego postępowania, stan floty śmigłowców na dzień dzisiejszy oraz perspektywy na pozyskanie nowoczesnego wyposażenia.  

Trochę historii

W marcu 2012r. Inspektorat Uzbrojenia MON uruchomił procedurę przetargową na zakup 26 Śmigłowców wielozadaniowych (16 transportowych, 3 poszukiwawczo-ratowniczych w warunkach bojowych CSAR, 3 poszukiwawczo-ratowniczych w warunkach morskich SAR, 4 zwalczania okrętów podwodnych ZOP), z terminem zakończenia dostaw do roku 2017. Następnie, we wrześniu tego samego roku, ówczesny premier Donald Tusk zapowiedział rozszerzenie zamówienia do 70 egzemplarzy. W lutym 2013r. IU MON poinformował o korekcie warunków przetargu. Od tego momentu dotyczył on zakupu 48 śmigłowców transportowych, 10 CSAR, 6 morskich SAR oraz 6 ZOP. O kontrakt ubiegały się firmy Airbus Helicopters z maszyną EC725 Caracal, Sikorsky Aicraft Corporation razem z PZL Mielec oferujące S-70i Black Hawk oraz AgustaWestland (obecnie Leonardo Finmeccanica) z PZL Świdnik ze śmigłowcem AW149. Cenę zamówienia szacowano wówczas na ok. 11 miliardów PLN. W kwietniu 2015r. Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało o wyborze oferty koncernu Airbus Helicopters współpracującego z zakładami WZL-1 w Łodzi. Niedoszłe zamówienie zredukowano do 50 maszyn (16 transportowych, 7 CSAR, 8 wsparcia operacji specjalnych SOS, 5 ewakuacji medycznej MEDEVAC, 6 morskich SAR, 8 ZOP), cena natomiast wzrosła do ok. 13,5 miliardów PLN. Właśnie ta decyzja wzbudziła największe kontrowersje. Podniesiono krytykę wyboru oferty producenta nie posiadającego zakładów na terenie Polski, a także redukcję zamówienia i wzrost ceny. Przetarg stał się jednym z elementów trwającej wówczas kampanii prezydenckiej, wątek kontynuowano także w czasie kampanii przed wyborami parlamentarnymi. Niemniej jednak nowe kierownictwo resortu zapowiedziało kontynuowanie negocjacji z producentem. Ostatecznie w październiku 2016r. poinformowało o odrzuceniu oferty, jako niespełniającej wymagań offsetowych. W krótki czas później, Minister Obrony Antoni Macierewicz podczas wizyty w zakładach PZL Mielec, ogłosił decyzję o zakupu śmigłowców Black Hawk dla Wojsk Specjalnych. Dwa pierwsze miały zostać dostarczone do końca zeszłego roku, co jak się okazało nigdy nie miało miejsca. W lutym 2017r. IU rozpoczął negocjacje z trzema oferentami z unieważnionego postępowania w sprawie zakupu 8 śmigłowców dla Wojsk Specjalnych w wersji CSAR/SOS oraz 4 w wersji ZOP wyposażonych dodatkowo w sprzęt pozwalający na podejmowanie rozbitków, z zakupem kolejnych czterech w ramach opcji. Wymóg jednoczesnego przystosowania maszyn do tak różnych zadań wydaje się być trudny do spełnienia oraz nieuzasadniony z przyczyn operacyjnych. termin przekazania dwóch pierwszych został przesunięty na marzec, co również nie doszło do skutku.

Stan na dzień dzisiejszy

Zmodernizowana Anakonda Fot. Marian Kluczyński / http://blmw.wp.mil.pl/ Defence24.pl
Zmodernizowana Anakonda, Fot. Marian Kluczyński / http://blmw.wp.mil.pl/ Defence24.pl

Na dzień dzisiejszy polska flota śmigłowców opiera się przede wszystkim na maszynach rodziny Mi-8/14/17 produkcji radzieckiej oraz W-3 Sokół produkowanych Świdniku. Ponadto 4 egzemplarze SH-2G Super Seasprite zakupionych razem z fregatami typu OHP oraz pewna liczba Mi-2. Większość z wymienionych maszyn jest już przestarzała technicznie i moralnie, w związku z czym potrzebuje pilnej wymiany. Część (przede wszystkim Sokoły) wymaga modernizacji. Niestety producent i właściciel praw intelektualnych do konstrukcji (będący obecnie częścią koncernu Leonardo Finmeccanica) nie jest chętny do współpracy. W 2011r. otrzymał kontrakt na modernizację 8 maszyn do standardu Głuszec. koniec prac planowany był na rok 2014, jednak ostatni egzemplarz dostarczony został pod koniec roku 2016. Daje to blisko trzyletnie (sic!) opóźnienie. Na domiar złego jeden z Głuszców uległ katastrofie podczas ćwiczeń we Włoszech w czerwcu br. Najstarsze egzemplarze Mi-8 pochodzą z początku lat 70-tych, a ich wycofanie planowane jest na rok 2019. Niestety, pozyskanie do tego czasu następcy wydaje się mało prawdopodobne.
Jednak to lotnictwo Marynarki Wojennej znajduje się w najtragiczniejszym położeniu. Należy zaznaczyć, że to śmigłowce MW odpowiadają za akcje ratownicze nad polskimi obszarami morskimi. Lotnictwo SAR składa się z dwóch maszyn Mi-14PŁ/R i ośmiu W-3RM Anakonda opartych na Sokole. W roku 2014 pięć z nich z nich zostało skierowanych do prac modernizacyjnych do zakładów w Świdniku. Również i to zlecenie realizowane jest z blisko rocznym opóźnieniem. Dopiero w lutym br. powrócił pierwszy z nich, a do chwili obecnej kolejne trzy. W grudniu ub.r. do modernizacji skierowano pozostałe trzy maszyny. Z powodu braku sprzętu w październiku 2015r. zawieszono dyżury w Gdyni. Od tego czasu w gotowości do podjęcia akcji znajdował się tylko jeden śmigłowiec. Ten stan rzeczy stał się frustrujący dla wielu doświadczonych pilotów, którzy zdecydowali się na odejście ze służby. Na szczęście w bieżącym roku na okres wakacji odwieszono dyżury w Gdyni. Koniec resursów Mi-14 również przypada na rok 2019, niemniej jednak planowane jest ich przedłużenie o kolejne 4 lata.

Niezależnie od oceny słuszności unieważnienia postępowania, faktem pozostaje duża luka w zdolnościach Sił Zbrojnych RP, nie tylko w wymiarze operacyjnym, ale także w zapewnianiu bezpieczeństwa na morzu. Na szczęście, w tym czasie w polskiej strefie odpowiedzialności nie doszło do poważniejszych incydentów, niemniej jednak w chwili obecnej komponent lotniczy krajowego systemu ratownictwa morskiego nie jest w stanie podjąć skutecznej akcji ratowniczej w przypadku dużej katastrofy jak zatonięcie promów „Jan Heweliusz” w r. 1993 lub „Estonia” w r. 1994. Należy pamiętać że Morze Bałtyckie jest jednym z najbardziej zatłoczonych akwenów świata, koncentrując ok. 15% światowego transportu, a co roku dochodzi do ok. 110 niebezpiecznych zdarzeń. Sprzęt niezbędny do szybkiego rozpoczęcia akcji ratowniczej bez wątpienia pozostaje jednym z najpilniejszych zakupów. Niestety, na szybkie rozwiązanie opisanego wyżej problemu wciąż nie można liczyć.

Źródła:

www.Altair.com
www.Defence24.pl
www.Dziennikzbrojny.pl

2 KOMENTARZE

  1. Caracale miały kosztować 13,5 miliardów PLN tj około 3 milionów euro. Decyzja zakupu padła w kwietniu 2015. Co było wcześniej? Francja we wrześniu 2014 wstrzymała sprzedaż Mistrali dla Rosji i miała zwrócić Putinowi 1,2 milionów euro, sama strata liczona była na 5 miliardów euro. Wnioski wysuwają się same.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here