Tydzień, który zmienił wszystko! – Analiza sytuacji w Polsce po protestach.

7
783
foto: Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Witam szanownych czytelników i widzów Atora.

Mam 26 lat. Jestem inżynierem mechanikiem, po Politechnice. Ci, co mnie znają, wiedzą, że nie nigdy wcześniej nie byłem zaangażowany politycznie. Brzydziłem się tym tematem. Chociaż nie po drodze mi z PIS, nie byłem na żadnej manifestacji KODu. W ciszy, ale z uwagą śledziłem kolejne posunięcia władzy. Od kilku miesięcy czerpałem i porównywałem informacje, głównie z oko.press i niewygodne.info.pl, wyborczej i wPolityce. Od jakiegoś czasu miałem poczucie, że jedna strona manipuluje trochę bardziej niż powinna, pomija różne istotne rzeczy, od których aż huczy na innych portalach. Za to ciągle odwołuje się do tych samych, powtarzalnych haseł. Ale cóż, nie mój cyrk, nie moje małpy. Ale wystarczył jeden tydzień, aby wszystko się zmieniło

We wtorek, 18 lipca, jadąc do pracy, usłyszałem w radiu że zmieniony został porządek obrad Sejmu. Miała być głosowana ustawa o Sądzie Najwyższym. Zaniepokoiło mnie to – myślałem, że ze względu na kontrowersje, wcześniej nastąpi czas debaty, coś w tym stylu. Zaskoczyło mnie szalone tempo PiS w tej sprawie, przecież dopiero parę dni temu ogłosili ten projekt. W pracy, podczas przerwy śniadaniowej przeglądałem wiadomości. Przeczytałem list dziewięciu dziekanów wydziałów prawa z największych polskich uczelni, który zjeżył mi włos na głowie. Czytałem też fragmenty dramatycznego przemówienia w Sejmie I Prezes Sądu Najwyższego i komentarz Rzecznika Praw Obywatelskich. Okazało się, że w biały dzień, rząd Polski – demokratycznego państwa w Unii Europejskiej, otwarcie łamie obowiązujące prawo i Konstytucję. W kilku punktach, kluczowych dla ustroju państwa. Okazało się, że są o krok od przejęcia pełni władzy nad Krajową Radą Sądownictwa, Sądem Najwyższym, Trybunałem Stanu i Państwową Komisją Wyborczą. W chwilę później przeczytałem, że w okolicy Sejmu rozmieszczono armatki wodne i specjalnie wzmocnione barierki. Spodziewali się tłumów. I jak się okazało, mieli rację.

Do tej pory, dla spokoju ducha, lubiłem czasem myśleć, że PiS to wszystko robi jednak z troski o Polskę. Mają po prostu inną wizję, działają nieporadnie, odwołują się do populistycznych haseł, ale być może z dobrą intencją. Teraz, choćbym chciał, nie byłem już w stanie w to uwierzyć. Jakbym wziął czerwoną pigułkę w Matrixie. Dotarło do mnie, że to nie jest po prostu „partia taka jak tamta druga”. Są to oszuści, którzy pod płaszczykiem pseudo-patriotyzmu dążą do władzy totalnej i nie cofną się przed niczym.
Wychodząc z pracy podjąłem decyzję, że zamiast do domu, pojadę sobie do Warszawy, w sumie to tylko 1,5 godziny drogi. Chciałem tam być, wykrzyczeć im tak, żeby mnie usłyszeli, najlepiej prosto w twarz, że nie oddam swoich praw. Uderzyło mnie poczucie, że to jest historyczna chwila, że w przyszłości być może będą o tych wydarzeniach pisać na Wikipedii i w książkach do historii. A jeśli plan PiS się powiedzie, to kiedyś przyjdzie czas, gdy moje dzieci lub wnuki zapytają mnie co robiłem, gdy władza zaczęła odbierać nam podstawowe prawa obywatelskie. A ja będę mógł z czystym sumieniem odpowiedzieć, że walczyłem po stronie tych dobrych, w imię wolności i Polski w Europie.

W drodze, na autostradzie A2, minął mnie radiowóz z policyjnym quadem na przyczepce. Pomyślałem, że się zbroją, no ale w sumie sami sobie stwarzają powody. Mijały mnie też samochody z rejestracjami z całej Polski. Zastanawiałem się ile z nich też jedzie pod Sejm.
Do Warszawy dotarłem około godziny 18 i od razu poszedłem na Wiejską. Atmosfera była luźna jak na powagę sytuacji, lekko festiwalowa. Namioty, instrumenty, scena, a na niej dawni opozycjoniści i posłowie opozycji parlamentarnej. Przemawiali różni ludzie. Zapamiętałem kogoś z Zielonych, kogoś z PO (później okazało się, że to nieznany mi wcześniej Budka), rozpoznałem Frasyniuka. Przemówienia miały moc, koncentrowały się nie na partiach, a na dramatycznej próbie obrony prawa. Posłowie opozycji bezradnie mówili, że jest źle, że tamci łamią konstytucję i zasady legislacyjne, wyłączają mikrofon i w ogóle nie chcą ich słuchać, a głosowanie może być lada moment i oni nic nie mogą zrobić.
Od Sejmu odgradzały nas barierki, a za nimi policjanci. Dla nich ogromny szacunek, młodzi, ale profesjonaliści. Czujni, ale raczej wyluzowani. Widziałem smutek na twarzach niektórych. Musieli słuchać tych wszystkich wystąpień stojąc tam, więc byli dobrze poinformowani – wiedzieli, że stawką jest demokratyczny ustrój Rzeczypospolitej.

Nadszedł czas pójścia pod Pałac Prezydencki. Wielka masa ludzi ruszyła, ale część została pod Sejmem siadając przy barierkach. Żeby przypadkiem nie poprzestawiali jak nas nie będzie. Marsz był niesamowicie kulturalny. Na pewnej części, powiedziano nam, żebyśmy szli po prawej stronie drogi i nie przekraczali osi jezdni. I szliśmy tak przy tej linii, której nikt nie przekroczył. Może z wyjątkiem paru śpieszących się rowerzystów. Po drodze krzyczeliśmy różne hasła, jak np. Wolność! Równość! Demokracja! Precz z Kaczorem – Dyktatorem! Solidarność naszą siłą! Albo Chodźcie z nami! – próbując zaktywizować mijanych przechodniów i gapiów.
Pod Pałacem, panowała podniosła atmosfera, ludzie zaczęli odpalać świece. Zaczęło się przemówienie organizatorów. Prosili o schowanie emblematów partii i organizacji, których i tak nie widziałem wokół siebie. W tamtym momencie wszyscy byliśmy niezależni, wolni od etykietek. Wiedzieliśmy, że do dyspozycji będziemy mieli tylko dwa hasła i w końcu nadszedł moment gdy je poznaliśmy: Wolne Sądy! Chcemy Weta! Bardzo nam się spodobały. Skandowaliśmy je na zmianę, przez kilka minut. Równo, głośno i wyraźnie. Wolne Sądy! Chcemy Weta! Wolne Sądy! Chcemy Weta! Później było czytanie Konstytucji i śpiewanie hymnu. Czułem powagę sytuacji, a jednocześnie coś bliżej nieokreślonego. Wolne Sądy! Chcemy Weta! O tak, po to tu przyjechałem. Wolne Sądy! Chcemy Weta! I już chyba wiem co to za uczucie. Po raz pierwszy, poczułem tak wyraźnie jak smakuje patriotyzm. I było to niesamowite. Mieszanka dumy, strachu, nadziei i troski o naszą wspólną przyszłość.
Po zakończeniu zgromadzenia pod Pałacem Prezydenckim, wróciłem pod Sejm. Ludzi nadal było bardzo dużo, formowane były ochotnicze grupy do blokowania wyjść. Wtedy uznałem, że odpowiadająca mi forma protestu wyczerpała się. Nie chciałem zostać aresztowany, bo za parę godzin musiałem przecież być w pracy. Wsiadłem więc do samochodu i wróciłem do domu w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku.
W domu chciałem jeszcze zobaczyć co dalej z posiedzeniem sejmu. Oczywiście trafiłem na wypowiedź prezesa Kaczyńskiego. Bez żadnego trybu, o zdradzieckich mordach, morderstwie brata i kanaliach. To mi wystarczyło. Mam potwierdzenie, którego nie potrzebowałem. Prezes jest chory z nienawiści i żądzy zemsty. Człowiek w takim stanie, nie może działać w imię dobra. Co jeszcze bardziej przerażające, po tym wystąpieniu cała Rada Ministrów, z Premierem na czele, zaczęła bić mu brawo. Trudno było zasnąć tej nocy.

W środę przez większość dnia nie śledziłem dokładnie informacji, ale dopiero wieczorem miałem okazję sprawdzić jak wygląda sytuacja. Trwało głosowanie w komisji, straszliwe zamieszanie. W relacjach przebijało się, że poprawki będą głosowane w blokach, uzależnionych od tego która partia je zgłosiła. Nielegalnie, gdyż poprawki można ponoć grupować tylko merytorycznie, lub jeśli jedna wynika z innej. Po kilku minutach, w trakcie których odrzucono wszystkie poprawki opozycji, a przyjęto poprawki PIS, opozycja zaczęła śpiewać hymn, próbując zyskać jeszcze parę minut, ale PiS głosował dalej. Dziwne uczucie. Hymn Polski wybrzmiewał równolegle się z monotonnym głosem prowadzącego głosowanie Piotrowicza. Po krótkiej chwili nastąpiło zakończenie posiedzenia i ucieczka prowadzącego. Zacisnąłem zęby – co za ironia, że na czele Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, która właśnie depcze sprawiedliwość i odbiera nam prawa, siedzi komunistyczny prokurator Stanu Wojennego. Brzmiało to jak czarny humor, ale jakoś nie było mi do śmiechu. Jak mogło do tego dojść?

W czwartek 20 lipca, znów poczułem ten zew. Po południu przeczytałem, że pomimo protestów, błędów prawnych i apelów chyba wszystkich środowisk prawniczych, ustawa o Sądzie Najwyższym została przegłosowana. – To się nie może tak skończyć, pomyślałem. Więc postanowiłem znów przejechać się do Warszawy. Tym razem, odezwałem się do paru znajomych, którzy wiedziałem że śledzą bieżącą sytuację polityczną. Jeden z nich zdecydował się do mnie dołączyć.
Najpierw poszliśmy pod Sejm, ale po krótkim czasie zdecydowaliśmy się dołączyć do wielkiej manifestacji pod Pałacem Prezydenckim. Tym razem drogi nie były zamknięte dla ruchu. Po drodze kupiłem małą, biało-czerwoną flagę, kolega zaś zanabył flagę Unii. Dotarliśmy około 20:00, wszędzie było pełno ludzi. Skandowali różne hasła, chociaż po deklaracji szefów PO i N. dominowało „Zjednoczona Opozycja”. Jakby wcześniej nie było wiadomo, że PO i N. to praktycznie jedna ekipa. Gdy zaczęły się wystąpienia, z szacunkiem słuchałem pierwszego mówcy, dawnego Prezesa Sądu Najwyższego. Jak mówił, że PiS kłamie, a Sąd Najwyższy to najbardziej prześwietlona i zlustrowana instytucja w Polsce (można sprawdzić). Że upolitycznienie sądów przypomina powrót do czasów komunizmu, gdy prokurator generalny nie potrzebował dowodów, mógł usadzić każdego. Ciekawe. Pomyślałem, że PIS rządzi już prawie 2 lata, a jakoś politycy PO nie mają zarzutów, nie mają pozakładanych spraw sądowych. Może wbrew temu co się mówi, wcale nie łamali prawa? Ale w chwilę później zaczął przemawiać pan Ryszard Petru… i wszystko trafił szlag. Wkurzyły mnie jego pokrzykiwania, że „muszą być nas setki tysięcy, milion” i że „musimy im wyrwać władzę z ręki”. Nie tędy droga, pomyślałem. Nie miałem zamiaru nikomu wyrywać władzy, tylko upominać się o swoje elementarne prawa. A przecież jego słowa to woda na młyn dla TVP i prawicowych portali informacyjnych, które właśnie odmieniają przez wszystkie przypadki „pucz”. Nie mogłem już tego słuchać, zdecydowaliśmy więc opuścić ten wiec partyjny i ruszyć z powrotem pod Sejm. Trzeba było się przeciskać przez tłum, ale jakoś udało się przemknąć bokiem. Ulice między Pałacem Prezydenckim a Sejmem, zamieniły się w deptak.
Na miejsce dotarłem chwilę po 21. Było mnóstwo ludzi, dużo więcej niż we wtorek. Rozpoczęło się zgromadzenie. Dokładnie ten sam schemat co wcześniej. Schowajmy emblematy, tu są ludzie, nie etykietki. Dwa hasła – Wolne Sądy! Chcemy Weta! Czytanie Konstytucji. Śpiewanie Hymnu. Morze świateł pod znakiem Polski Walczącej. Wyglądało to surrealistycznie, jak ze snu. Poczułem, że jestem dokładnie tu, gdzie powinienem być.

Po zakończeniu tej części zgromadzenia, udaliśmy się na spacer do okoła Sejmu. Ludzie siedzieli na ziemi i blokowali drogi wyjazdowe. W końcu dotarłem pod okna Senatu. Światła były zapalone, część okien była otwarta. Pojawiali się w nich jacyś ludzie. Machali do nas i nagrywali smartfonami i kamerami. Krzykiem upominaliśmy się o wolność.
W pewnym momencie zobaczyłem, że biegnie w naszą stronę kordon policji. Stałem pod samym ogrodzeniem, inni ludzie zaczęli się go łapać. Podniosłem ręce na wysokość klatki piersiowej, aby pokazać, że nie mam złych zamiarów. Na to jeden z biegnących policjantów uśmiechnął się i rzucił, że nie, nie, spokojnie. Policjanci minęli nas i ustawili się jeden obok drugiego, między nami, a ogrodzeniem od strony senatu.
Wchodzili do nas senatorowie opozycji. Borusewicz, Klich. Dostawali od tłumu megafony, które pomagali podawać policjanci i mówili. O tym jak wygląda sytuacja. Że komisja w senacie rządzi się innymi prawami niż Sejm i tutaj muszą wysłuchać wszystkich, najpierw 10 minut, potem 5. Ale sukcesywnie wszystkie poprawki odrzucają, bo mają większość. Próbowali nas jakoś pocieszyć, ale nie mieli za bardzo argumentów. Usłyszeliśmy podziękowania za wsparcie. Mówili, że tamci chyba zaczynają wymiękać i bać się. Na to odpowiedzieliśmy – „Niech się boją!”

Pod Senatem byliśmy do samego głosowania komisji. W międzyczasie pojawiały się różne hasła, głównie apolityczne. Konstytucja! Wolne Sądy! Solidarność naszą Siłą! My jesteśmy Suwerenem! Policjanci stoją z nami! Od jednego z posłów PO otrzymaliśmy nazwiska senatorów w komisji, więc zaczeliśmy je skandować, z dodatkiem „Będziesz siedział” (niezbyt mi się to podobało, więc krzyczałem głównie nazwiska. Dobrze, że następnego dnia zostało zmienione na „Jeszcze możesz”) Był jeszcze na przyśpiewkę kibicowską „Nikt Cię nie kocha, Kaczyński nikt cię nie kocha, nikt cię nie kocha, Kaczyński nikt cię nie kocha”. Słysząc to, uświadomiłem sobie, że to prawda. Nie ma nikogo. Ale przede wszystkim, on sam siebie nie kocha. Poczułem współczucie dla tego biednego człowieka.

Późną nocą, miałem okazję porozmawiać z innym ważnym posłem PO, którego spotkałem przy wjeździe do Sejmu. Zapytałem, co teraz? Jaki mają plan? Odpowiedź jaką usłyszałem zmroziła mi krew w żyłach. Będzie Majdan. Musi być Majdan. Wiedziałem, że już prawie wyczerpały się dostępne opcje i za chwilę może nie być innego wyjścia. Jednak zaprotestowałem. Powiedziałem, że musi być jakiś inny sposób. Nie można zła zwalczyć złem. Ale on już nie chciał słuchać. W bezsilności wyrzuciłem z siebie jeszcze, że może przydałoby się czasem trochę pokory, bo to oni są współwinni tej sytuacji oddając PiS władzę jak na talerzu i nie proponując nic w zamian.

Chwilę później dotarła do nas informacja, że ktoś próbuje wyjechać. Pobiegliśmy w tamtą stronę. Widok był całkiem zabawny. Oto w środku policyjnej furgonetki, otoczony przez policję, jechał jakiś PiSowiec. Od przodu zaś próbował zatrzymać ich tłumek demonstrantów. „Będziesz siedzieć” krzyczeli, a gdy dowiedzieli się, że to podobno Rafał Bochenek, zaczęli napierać jeszcze bardziej, skandując „Rzecznik kłamstwa!”. W końcu zablokowali furgonetkę z uwięzionym politykiem w środku. A ja nie mogłem się powstrzymać, żeby nie dorzucić – „niech się przyzwyczaja!” 😉
Następnie protestujący usiedli przed samochodem i dawali się wynosić policji. Zwróciłem uwagę na twarz jednego z nich, siedział na samym przedzie i uśmiechał się od ucha do ucha w świetle reflektorów radiowozu i kamer. Widziałem, że ktoś próbuje się szarpać i policjanci musieli obalić go na ziemię. Oczywiście wszystko było nagrywane, także przez prawicowe media, które jak sępy krążyły wokół miejsca akcji. Miałem wrażenie, że nie tak powinno być, że te sceny mogą przyćmić w mediach pokojowy charakter protestów i przekreślić wszystko to, o co wspólnie zabiegamy. Po co angażować tych wszystkich sympatycznych policjantów przeciwko sobie, na własne życzenie, skoro wiadomo, że i tak przejadą, bo muszą przejechać?

Nadszedł świt… Ale ja nie czułem zmęczenia. Różne myśli kołatały się po głowie. Dlaczego PiS to robi? Dlaczego chcą nam, swojemu narodowi przywrócić niewolę i oderwać od Europy? Czy to naprawdę kryminaliści, pozostałości starego układu, który niczym chwast ciągle odrasta? Na pewno nie wszyscy, ale niestety tak to wygląda. Ich sposób działania jest niebywale perfidny. Dyskredytują ludzi, którzy dali nam wolność. Wystarczy, że nie zgadzasz się z nimi w jednej kwestii, a już jesteś wrogiem i zdrajcą Ojczyzny. Ich medialna propaganda jest już niebezpiecznie daleko od prawdy. Ale czy Prezydent podpisze? Ma wyjątkową szansę wybić się na niezależność i pokazać, że nie jest tylko partyjnym oficerem, ale Prezydentem wszystkich Polaków. Czy skorzysta z tej szansy, czy okryje się hańbą? Dlaczego opozycja jest tak beznadziejna? Nigdy nie przeprosili za to, że ich rządy doprowadziły do władzy PiS. Wiem, że to nie był dobry moment. I nie mogłem się wyzbyć żalu do nich, chociaż wiem też, że to co zobaczyłem i usłyszałem, to nie była żadna żądza władzy, powrotu do koryta, ale wyraz troski i bezradności. Troska o ustrój naszego państwa i o nas, obywateli Rzeczypospolitej. I bezradność, wobec szaleńców na szczytach władzy, którzy definitywnie chcą położyć kres demokracji. Ale jednak Petru nawoływał do siłowego przejęcia władzy, co w efekcie mogło zakończyć się kryzysem i destabilizacją kraju. Co z tego, że w tym momencie nie miał już innego wyboru i pomysłu. Te słowa nie powinny były paść. Sytuacja beznadziejna.

Pojawiło się jednak światełko nadziei. Tłum pod Sejmem emanował jakąś niesamowitą, pozytywną energią. Wiedziałem, że inni też to czują. W oczach tych wszystkich ludzi, w świetle świec, widziałem ogromną determinację. Nie nienawiść. Ale wielką siłę. Siłę która bierze się z wartości. Wolność. Niezależność. Sprawiedliwość. Tego nikt nam nie odbierze. Nie po tym, jak prawie 30 lat temu, Polacy, dzisiaj opluwani i obrażani przez najwyższe władze państwowe, wyrwali je komunistycznemu reżimowi. Na to nigdy nie będzie naszej zgody.

========================================================

Niniejszy materiał stanowi twórczość czytelnika. Redakcja w imię pluralizmu i obiektywizmu publikuje treści czytelników niezależnie od tego czy się z nimi zgadza czy nie, a ocenę pozostawia czytającym.

========================================================

7 KOMENTARZE

  1. Śmiechłem ostro po tym twoim wywodzie. Widzisz zamach na sądy ale byłeś ślepy na to co się działo po 89. Ja jestem po zawodówce i śmiem twierdzić, że dałeś się wkręcić jak dziecko w klocki.

  2. mam ci wiele do zarzucenia do twojego tekstu mate ale nic nie powiem, ponieważ pierwsze zdania same cię tłumaczą ‚brzydziłem się tym tematem’. Nie interesujesz się polityką a się wypowiadasz. To tak jakbyś zaczął oglądać mode na sukces od 800 odcinka i próbował ogarnąć co się dzieje.

  3. Wciąż twierdzę, że większym zagrożeniem jest PO niż PIS ale przynajmniej poznałam pogląd innej osoby. A cała ta akcja, cóż..
    Astroturfing ~’O’~

  4. @sol, prawie dekada rządów PO i walki PO-PIS (Smoleńsk!) skutecznie obrzydziła mi politykę. To co przegapiłem, starałem się nadrobić (grzechyplatformy.org ?). Wcześniejszych rządów SLD nie pamiętam, w końcu byłem małym dzieckiem, ale jestem wdzięczny, że wprowadzili nas do Unii. Pamiętam za to jak wyglądały lata 90 i widzę jak zmieniła się Polska od tego czasu dzięki miliardom euro. Pewnie powinienem podziękiwać PISowi, że na nowo rozbudził moje zainteresowanie polityką. Szkoda tylko, że w taki negatywny sposób, bo łamiąc konstytucję i prawo :<
    @LenaWilk, tło i łańcuch zdarzeń starałem się opisać dość starannie, w którym miejscu się pojawił ten astroturfing? Jak włączyłem radio gdzie mówili o zmianie terminu głosowania? Czy moze jak czytałem list 9 dziekanów? Albo wystąpienie Bodnara i Gersdorf? O ja głupi, myślałem, że sam podjąłem spontaniczną decyzję i pojechałem protestować, przeciwko zmianon które uznałem za zagrożenie dla swojej wolności. 😉

  5. Całe te sądy, te wszystkie trybunały, to są zabawki elit. PiS nie straci przez to władzy, bo jeśli ludzie nie będą chodzić głodni po ulicach, nie będą bez dachu nad głową, będą mieli pracę, a te sądy niższych instancji będą w końcu normalnie działa oraz do lekarza specjalisty nie będzie trzeba oczekiwać 10 lat, to ludzie będą zadowoleni. Niby Sąd Najwyższy będzie upartyjniony. Tylko co z tego? Co to poprawi/pogorszy dla zwykłego człowieka? Ci na górze i tak są bezkarni kradnąc, nawet za obecnych „apolitycznych” sądów.
    Natomiast dzięki za publikację, bo warto zapoznać się z punktem widzenia drugiej strony.

  6. Smutne to. Myślę, że Ci protestujący naprawdę myśleli że robili coś dobrego dla Polski i czują się patriotami. Tyle tylko, że nie można być patriotą bez wnikliwego interesowania się historią, bez krytycznego myślenia, bez pielęgnowania pamięci. Jeśli ktoś nie czyta książek historycznych, nie weryfikuje źródeł i nie dba o to aby nie zapomnieć to jest bezbronny wobec manipulacji medialnej. Media są w przytłaczającej większości kontrolowane przez kapitał niemiecki, który promuje niemiecką politykę historyczną. I w ten sposób mamy „patriotów” walczących przeciw prawdzie, przeciw Polsce.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here